Nastolatki

Dom niespokojnej starości

W ramach uczniowskich praktyk („work experience”) miałam przyjemność pracować przez kilka tygodni w pewnym domu starców. Moje obowiązki nie należały do skomplikowanych. Miałam pomagać przy karmieniu rezydentów, rozmawiać z nimi, wymyślać coraz to nowe rozrywki, a od czasu do czasu również pomagać w kuchni.

Szczerze mówiąc, na początku niezbyt rwałam się do roboty. Spodziewałam się, iż czas tam spędzony będzie nieznośnie nudny. Okazało się jednak, że nie mogłam być w większym błędzie.

Pierwszego dnia pracy zostałam przedstawiona wszystkim rezydentom oraz zaznajomiona z czekającymi mnie obowiązkami. Starsze panie mieszkające w tym domu wydawały się dość podekscytowane widokiem nowej twarzy. Wszyscy byli całkiem przyjaźnie nastawieni i zaintrygowani moją obecnością. Tego też dnia poznałam Mary, jedną z barwniejszych postaci tejże instytucji. Mary mieszkała w domu starców już od jakichś pięciu lat. Jak na dziewięćdziesięcioletnią kobietę wyglądała całkiem dobrze. Mary była wielką wielbicielką kapeluszy. Miała całe mnóstwo pięknych nakryć głowy, które nosiła nawet do swojej koszuli nocnej. Niektóre z nich zrobione były przez nią z bibuły, czy kawałka folii, mimo to dodawały jej wiele uroku. Oprócz wielu ciekawych kapeluszy, nie brakowało jej również wielu interesujących opowieści, którymi dzieliła się ze światem przy każdej możliwej okazji. Wszyscy przekonani byliśmy, iż znaczna część z nich jest jedynie wytworem jej dość schorowanego umysłu. Mimo to, za każdym razem gdy Mary zaczynała jedną ze swoich historii, udawało jej się zgromadzić wokół siebie spory tłumek zainteresowanych słuchaczy.

Niestety, nie wszystko w domu było tak barwnie i ciekawe jak Mary i jej opowieści. Dom starców ma to do siebie, że mieszkają w nim starsi, często dość chorzy ludzie. Nigdy nie zapomnę Idy, która - choć bardzo chciała - nie mogła nawet podnieść widelca do ust bez pomocy jednej z pielęgniarek, czy Gladys, która nie pamiętała imion własnych dzieci. Takich osób jak Ida czy Gladys było więcej. Pamiętam również Betty, która chorowała na raka mózgu. Przez tą chorobę, umysł ciągle płatał jej figle. Często zdarzało jej się zapominać o wydarzeniach, które miały miejsce kilka minut temu, tak jak któregoś razu chciała pozwać cały zakład o głodzenie swoich rezydentów, tylko dlatego, że nie pamiętała, iż talerze po skończonym posiłku ze stołu sprzątnięto zaledwie pięć minut temu. Zdarzały się dni, gdy Betty była w niesamowicie dobrej kondycji. Cechowały ją wtedy szybkie i bystre odpowiedzi. Wtedy to właśnie kompletnie zapominałam o jej strasznej chorobie, jednak często nie trwało to zbyt długo.

Te kilka tygodni spędzone w domu starców zdecydowanie mnie odmieniły. Myślę, że stałam się bardziej dojrzałą i wrażliwą na cierpienie drugiego człowieka osobą. Każdemu uczniowi poszukującemu „work experience” naprawdę polecam praktyki właśnie w domach starców, zwłaszcza osobom, które zainteresowane są pielęgniarstwem lub też składają aplikację do szkół medycznych, gdyż zetknięcie się z tą formą opieki daje wiele do myślenia.

Ola